Czas epidemii, ogólnej kwarantanny, restrykcji sprawił, iż za sprawą odgórnie narzuconych restrykcji przestaliśmy tak często jak zwykle wychodzić z domu, ograniczyliśmy spotkania ze znajomymi na mieście. W moim przypadku łączyło się to z porzuceniem szczególnie preferowanego sposobu jedzenia niektórych z posiłków na mieście, w międzyczasie przerw na zajęciach czy w pracy. Zdalny tryb spowodował, iż nawet nie było to konieczne, chociaż czasem mimo zdalnego trybu chciało się, a wręcz rodziła się pragnienie wyjścia do pobliskiej urokliwej kawiarni na starym mieście. Przed czasem koronawirusowego zamętu hasło “stare miasto kawiarnia” padało w moich jak i moich przyjaciół ustach prawie codziennie, szczególnie w moich. Nasze jedno z ulubionych  typów miejsc do spotkań towarzyskich – kawiarnie na starym mieście. Co może być lepszego niż pyszna kawa, do tego ulubiony kawałek sernika czy znakomitych jabłek zapiekanych pod kruszonką, wyjątkowo wybornych w kawiarni “To lubię”, do tego przytulny klimat. W takim otoczeniu można przegadać wszystkie tematy, nawet te najtrudniejsze, które dzięki tym drobiazgom stają się łatwiejsze. Sama bez grupki przyjaciół często lubiłam chodzić do kawiarni, czasem w towarzystwie laptopa, żeby popracować, a czasem wręcz przeciwnie ochłonąć od świata, zresetować się. Jedną z lepszych form było dla mnie samotne pójście do kawiarni, głównie do tej z otoczeniem książek ,,Czytadło” kawiarnio – naleśnikarni, czy może być coś równie dobrego, dla mnie osobiści idealne połączenie, to co uwielbiam w jednym. Powrót po zakończeniu kwarantanny do miejsc, które lubię był dla mnie ogromnym szczęściem. Kto by pomyślał, że takie małe rzeczy, a cieszą tak bardzo. Szkoda, że dostrzegalne dopiero po stracie.

 

Leave a Reply